BUW podejmuje gościa

O rety, widać że BUW jest jednym z moich ulubionych budynków, prawda? Lubię tę przestrzeń, choć pamiętam, że jak tylko został otwarty to wyklinałam na pomysły architekta. Że na siłę nowoczesny, że kto to słyszał sam beton, że szaro jak cholera… i tak dalej na tę melodię pieśń zgrozy leciała. A teraz lubię skubańca. Bardzo.

On za to odgrywa się na mnie. No bo jak to inaczej nazwać? Wyjrzałam sobie za okno (cudze okno, ale w posiadanie kluczy weszłam całkiem legalnie, za chwilkę oddam) i pomyślałam: kurka, a co to za kształty? Wnęki się komuś nagle zachciało? „Mały dziedzińczyk pan machnie z boczku” czy co? Ale po chwili sterane życiem oczy przyzwyczaiły się do widoku i usłużnie poinformowały, że właśnie w tej chwili BUW przyjmuje wizytę stojącego na wprost budynku i razem spędzają sobie miło czas. No owszem, miło. Nawet bardzo. Ja co prawda mało nie wyleciałam za okno, ale mogłam nie podglądać plotkarzy, prawda? Prawda.