Jak mole zwyczajnie królewski płaszcz zżarły

Dawno, dawno temu, a dokładnie mówiąc 250 lat temu, koronowanego Króla przykrył ceremonialny płaszcz. Był piękny. (Płaszcz, choć i Królowi nic nie brakowało.) Wszyscy z zachwytem spoglądali w jego stronę, podziwiali fason, kolor i blask bijący od orłów. Ach, ten aksamit, tak miękki, mięsisty, każdy chciał choćby tylko go dotknąć. A orły? Czy ktoś widział wspanialsze? Nie żałowano na nie srebrnych i złotych nici, świeciły więc w przestworzach czerwieni jak gwiazdy na gorejącym niebie.

By od tego widoku nie spłonęła zgromadzona publiczność na straży ewentualnego pożaru stanęło białe futro gronostajów. Tak, nawet najpiękniejsza dama w najpiękniejszej sukni czuła, że nie ma najmniejszych szans by dziś zaćmić królewską chwałę.

Król bardzo lubił swój płaszcz, ale jak to czasem w życiu bywa, nie bardzo miał okazje, żeby go nakładać. Nie wypadało mu też kazać wyciągać go z szuflady i przynosić na pokoje, aby choć przez chwilę nacieszyć nim oko. Piękny królewski płaszcz leżał w szufladzie. Aż kiedyś, przygotowując się do uroczystości rocznicy Konstytucji 3 Maja Król zakrzyknął: „Wiem, nałożę mój piękny koronacyjny płaszcz!”. Służący od razu pobiegli do odpowiedniej szafy, otworzyli odpowiednią szufladę i…fiuuuu, wyleciała z niej rozzłoszczona chmura moli. Siedziały sobie przecież od pokoleń w tej szufladzie, jadły spokojnie i metodycznie pierwszorzędny aksamit, a tu nagle ktoś otwiera i wpuszcza świeże powietrze! Zgroza. Tłukąc w amoku skrzydłami, których zastosowanie i znaczenie dopiero teraz odkryły, rozproszyły się po pokoju. Służący powoli zajrzeli do szuflady i poczuli, że oto stanęli przed najtrudniejszym zadaniem w ich życiu – musieli powiedzieć Królowi, że płaszcza nie ma. Odfrunął. Co dziwniejsze, orły, zwierzęta latające nie odleciały. No, ale to orły metalowe, nie żywe, co je z resztą uratowało. Mole metalu nie jedzą. Próbowały, ugryzły tu i tam, ale nie dały rady.

Dobrze, że Król chciał się do obchodów zawczasu przygotować. Uszyto nowy płaszcz, naszyto na niego orły i nowy płaszcz wspaniale rozbłysł. Jednak Królowi założenie płaszcza odradzono. Cóż, płaszcz czekał na lepsze czasy. Te jednak nie nadchodziły. Nadeszły za to gorsze, znacznie gorsze. Król musiał opuścić Polskę, zrzec się korony i władzy. Na wygnaniu towarzyszył mu ulubiony płaszcz. Był pamiątką, wspomnieniem, relikwią. Przypadła mu też w udziale niespodziewana rola – stał się kapą przykrywającą trumnę Króla.

Na tym jednak nie zakończył swej historii. Po uroczystościach pogrzebowych wrócił do Polski i był własnością ukochanego bratanka Króla, księcia Józefa Poniatowskiego. Wiedział, że nie nałoży go żaden król, ale nie wiedział, że raz jeszcze stanie się kapą trumienną. A stało się tak, gdy zmarł jego nowy właściciel. Siostra księcia Józefa, Maria Teresa, zapragnęła, by pogrzeb brata był uroczystością godną najwspanialszego bohatera. Cóż może być wspanialszego niż piękny królewski płaszcz? Kazała więc, by przykrył on trumnę leżącą w kościele św. Krzyża i potem wyruszył z Warszawy do Krakowa, gdzie pozostaje na Wawelu po dziś dzień.

Czemu Maria Teresa na nasze szczęście nie wzięła płaszcza z powrotem? Może bała się moli?

Na pewno nie bał się moli mistrz Jan Matejko, który cieszył się takim szacunkiem, że księża z katedry wawelskiej z chęcią pożyczyli mu do pracowni piękny królewski płaszcz. Po co mu był potrzebny? Do namalowania wchodzącego do kościoła Króla na obrazie zwanym „Konstytucja 3 Maja”.

Uczestnicy dramatu:

piękny królewski płaszcz – płaszcz koronacyjny

nowy płaszcz – zmartwychwstały po zżarciu przez mole królewski płaszcz

Król – Stanisław August

Dama w pięknej sukni – tajemnicza arystokratka zaproszona na koronację

służący – bohater zbiorowy

mole – jeszcze bardziej zbiorowy, ale raczej antybohater

Józef Poniatowski – bratanek Króla, generał, bohater narodowy

Maria Teresa – starsza o 3 lata siostra Józefa, właścicielka sztucznego oka

Jan Matejko – małej postury malarz co namalował wielki Grunwald