Urodziny Króla

Sto lat dla jego Królewskiej Mości. Można by dziś składać królowi najlepsze życzenia, wręczać piękne laurki i śpiewać „sto lat”, gdyby nie to, że od ponad dwustu lat już nie żyje. Kłopot. Choć może to i lepiej? Bo jakby się ktoś rozpędził i zaśpiewał mu „gwiazdkę pomyślności”, to mógłby się król kapkę zdenerwować usłyszawszy wzmiankę o piciu, bo był abstynentem. A po co go denerwować, na przykrości i ból brzucha narażać? Stanisław August to człowiek delikatny, wrażliwy, głosu niepodnoszący wobec czego jego delikatny żołądek co rusz szwankował. Nerwy. Stres i nerwy go zżerały. To szczególnie w dzień urodzin nie należy króla denerwować. Nie wypada.

Z laurką też prosto nie było. W dzień koronacji król, wytrawny erudyta, dostał od nieznanego wierszoklety wierszyk, o pardon, wiersz, wypisany na atłasie. I gdy przeczytał to cudo nerwy mu puściły. A może to wena z rozkazu samego Apollina spłynęła na niego? Grunt, że nie wytrzymał i dał upust temu, co sobie pomyślał. I to całkiem ładny kawałek mu wyszedł, mój ulubiony: „Szkoda czasu i atłasu, byś się wdzierał do Parnasu”. Mimo wszystko król docenił wysiłek i atłas jak mówią kronikarze „wdzięcznie przyjął”. Tak, dobrze go mama wychowała.
Skarżył się co prawda czasem, że dzieciństwa przez nią nie miał, bo go od małego do królowania przygotowywała, ale cóż mogła zrobić? Z przeznaczeniem się nie dyskutuje, a to podobno to ono już w dzień urodzin taki los mu wyznaczyło.

Tu byśmy sobie mogli zjeść tort i kawę czy herbatę wypić. W Pokoju Żółtym.