Muzeum Pragi

Bardzo lubię warszawską Pragę. Szczególnie Starą Pragę, pełną historii do śmiechu i do łez. Dzielnicę specyficzną, trzymającą swój fason, ale też i zmieniającą się, bo jak wiadomo panta rhei. Skoro Heraklit tak powiedział, a jakby nie patrzeć był to mądry człowiek, to stwierdziłam, że i ja muszę „popłynąć” do Muzeum Pragi. Wsiadłam do tramwaju 28 i dalej na Pragie, do Muzeum. Dojechałam. Z zewnątrz budynek może nie najbardziej reprezentacyjny, rzekłabym skromy, ale w środku nowoczesność wita. Biel, fajne mebelki, przemiły pan ochroniarz, a i pani w kasie również. Bilet za 10 zł jest, no to do zwiedzania. Tylko ostrożnie, bo bramki w przejściach chcą nas albo na siebie nadziać, albo przywalić do ściany. Charakterne takie. 

Można zwiedzać od początku, ale równie dobrze można zwiedzać od końca. Nie zawsze ma się taki wybór, wobec czego zwiedzałam od końca. Najpierw podwórko z detalami z mostu Poniatowskiego i miśkiem, będącym nawiązaniem do misiów z warszawskiego zoo. Bo może nie wszyscy wiedzą, ale misie przez lata mieszkają prawie na ulicy i filują na wjeżdżających na Pragę. Mają pod kontrolą wszystkich: autobusiarzy, tramwajarzy, samochodziarzy, rowerzystów i piechotę. Teraz tylko wysmykli im się ci, którzy metrem zjeżdżają. Cóż! Kto chce się poczuć, jak miś na służbie? To proszę sobie wejść na taras i popatrzeć na Bazar Różyckiego z góry. Tylko uwaga, grozi to niebezpieczeństwem utraty humorku, bo papa z góry słabo wygląda, a i okoliczne kamienice ledwo już dyszą i ostatkiem tylko sił nie puszczają dekoracji na trotuar. To teraz szybko głowę w lewo i widzimy, że nowy budynek, śliczny i nowoczesny stoi między innymi domami. A może to stary po renowacji? W każdym razie, schodzimy i idziemy na drugi koniec. Do dawnego żydowskiego domu modlitwy.

Żeby tam dojść trzeba wrócić do pierwszego budynku, zejść do piwnic gdzie jest szatnia i wystawa. Wystawa jest taka bardziej artystyczno-socjologiczna w temacie. Zdjęcia, muzyka, urywki wywiadów. Teraz jesteśmy troszkę wyżej i mamy więcej instalacji, wywiadów na różne tematy: religie, narodowości, zwyczaje dzielnicowe, jak np. dyżurny śledź. Jeszcze troszkę wyżej i wchodzimy do domu modlitwy, tzw. modlitewni. Pod warstwami zapraw i farb zachował się fragment malowidła z 1934 r. przedstawiający Żydów modlących się pod Ścianą Płaczu oraz znaki zodiaku. Możemy zobaczyć w gablocie wystawione modlitewniki i zwój tory. W 1940 r. społeczność żydowska została przeniesiona do getta po drugiej stronie Wisły. Jesteśmy teraz na końcu zwiedzania, drugim co prawda, ale zawsze, pójdźmy więc na początek. Wracamy do punktu wyjścia.

I teraz: naprawdę na początek czy jednak od pierwszego piętra? E, to dalej od końca. Pierwsze piętro i wystawa bazarowa, przepraszam, targowa, ale tym razem już chronologicznie. Super, ułoży się w głowie: targi, przemysł, handel. No i w końcu, czyli tak naprawdę na początku, wystawa na parterze budynku – historia Pragi. Z makietą! Jak sobie uruchomimy makietę i audioguide’a, to opowieść popłynie do naszych spragnionych uszu, a blask rozjaśni nasze ciemności. Usłyszymy, zobaczymy i wszystko się zmieni. Panta rhei – nie będziemy już tacy, jacy byliśmy przed wizytą w Muzeum.

Praskie historie.
Sąsiedzkie spotkania
W bożnicy
Zwój Tory, korona i wskazówki, czyli jady.

Model Pragi. Zdjęcie tego nie oddaje, ale to jest naprawdę fajne.